Menu

Nie śpię, bo biegam - moja droga do ultra

Moje przygotowania do ultramaratonu, dieta, ćwiczenia. Blog o dążeniu do spełnienia życiowego marzenia. Nocny biegacz - wegetarianin.

Zupa tajska (wege)

niespiebobiegam

 IMG_20150118_2314524

Orientalne smaki zawsze mnie pociągały. Po pierwsze wszystko jest pyszne, po drugie smak jest wyrazisty. Po trzecie orient potrafi być diablo pikantny (czasami zabójczo ostry) - a ja to kocham. Jak to się mówi w świecie maniaków pikantnego jedzenia - "naprawdę ostre żarcie piecze dwa razy" :) Osobiście jestem zakochany w kuchni tajskiej. Tajskie specjały mają to wszystko, co uwielbiam. A do tego potrawy z Tajlandii nie zawsze zawierają mięso. A dla mnie, wegebiegacza, to już jest spełnienie marzeń kulinarnych.

Dziś chciałem podzielić się moim własnym sprawdzonym przepisem na zupę tajską. Co prawda ilość składników jest ogromna, ale uwierzcie mi - warto zgromadzić je wszystkie. Zupa jest bardzo rozgrzewająca (zimą jak znalazł po długim wybieganiu), pożywna i regeneracyjna.

Lista składników:

- 1,5 litra bulionu warzywnego (można zrobić na włoszczyźnie, wersja "lazy" może być na kostkach),

- 40 dkg tofu,

- 2 marchewki,

- 1 por,

- 500 ml mleczka kokosowego,

- pół łyżeczki zielonego curry,

- pół łyżeczki zwykłego curry,

- jedna szalotka,

- łyżeczka masła,

- sok z połowy limonki,

- 1 łyżeczka cukru trzcinowego,

- 200 g makaronu ryżowego (można zastąpić Chow Mein lub fasolą Mung),

- 3 cm świeżego imbiru (obrany i drobno posiekany),

- 1 papryczka chilli (posiekana),

- 3 ząbki czosnku (drobno posiekany),

- trawa cytrynowa (jedna świeża łodyga lub łyżeczkę pasty/proszku),

- 1 łyżeczka kurkumy,

- 1 łyżeczka kminu rzymskiego,

- pół łyżeczki kolendry zmielonej,

- 2 łyżeczki sosu sojowego,

- 2 łyżki oleju sezamowego,

- 1 łyżeczka startej skórki z limonki,

- cienkie paski czerwonej papryki,

- cienkie paski świeżego zielonego ogórka,

- pęczek szczypiorku,

- 5 dkg kiełków fasoli Mung.

Przyrządzamy bulion warzywny. W trakcie gotowania wrzucamy pokrojone wcześniej marchewki i pora. W międzyczasie podsmażamy na maśle posiekaną szalotkę (do zeszklenia), po czym wrzucamy do wywaru. Podczas gotowania dodajemy mleczko kokosowe i wszystkie przyprawy (kurkuma, kmin rzymski, curry, curry zielone, kolendra). Gdy warzywa już są miękkie, wrzucamy pokrojone w małą kostkę tofu, dodajemy posiekaną papryczkę chilli, czosnek, sos sojowy, olej sezamowy, trawę cytrynową, posiekany świeży imbir. Dodajemy cukier trzcinowy. Wciskamy sok z limonki i wcześniej startą skórkę z tej limonki. Zapach powala? To jeszcze nie koniec :) Zostawiamy zupę na małym ogniu, obok nastawiając makaron ryżowy (dosypanie curry sprawi, że makaron będzie żółty i aromatyczny) i zabieramy się za świeże warzywka. One dopełnią smaku i nacieszą oko. Siekamy szczypiorek, kroimy w długie, cienkie paski czerwoną paprykę i ogórek. Przygotowujemy kiełki fasoli Mung. Odcedzamy makaron i dodajemy po porcji do miski (ważne żeby nie dodawać tego makaronu do garnka z zupą, tylko bezpośrednio na talerz - bo ten makaron ściągnie nam całą wodę z zupy i zostanie gęsty krem). Ja osobiście podaje w małych miseczkach, wrzucając na środek kiełki i paski papryki oraz ogórka. Oprószam całość posiekanym szczypiorkiem. Mam nadzieję, że będzie Wam smakowało. Proporcjami składników można się bawić. A na moich ośmiu testerów, ośmiu przeżyło :) I chcieli dokładkę :)

Ps. Ostrość zupy oczywiście została dobrana specjalnie dla zwykłych śmiertelników - poziom lekko pikantny. Ale nic nie szkodzi, aby wejść na poziom dla nieśmiertelnych (polecam Habanero) :D

BON APETIT!

HICT - ratunek dla uziemionych biegaczy (i nie tylko) >

< Maraton inaczej czyli projekt #BiegamDobrze i Fundacja "Dzieci Niczyje"

© Nie śpię, bo biegam - moja droga do ultra
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci